Budapeszt w 36 godzin

Wyjazd do Budapesztu marzył mi się od dawna, nawet do końca nie wiem dlaczego. Generalnie nie jestem fanem zwiedzania miast. Wolę przebywać wśród drzew, dolin górskich, fiordów i ogólnie natury. Jestem też pasjonatem poznawania drugiego człowieka. Jeżdżąc autostopem mam możliwość poznania wielu osób, najbardziej interesuje mnie ich podejście do życia i otaczającego nas świata. W dużych miastach ludzie gnają do przodu, zerkają co chwilę na zegarek i nie zwracają uwagi na mijające ich osoby. Mieszkając na codzień w Warszawie pewnie też tak robię, ale taki już urok miast.

Wróćmy do Budapesztu, dlaczego właśnie tutaj chciałem przyjechać? Nie wiem.

Dzień I

Pierwsze minuty w Budapeszcie

Godzina 12:20 lądujemy w Budapeszcie (lądujeMY, ponieważ lecę z Marcelką – moją lubą). Autobusem 200E dojeżdżamy do najbliższej stacji metra, skąd z jedną przesiadką dojeżdżamy nieopodal naszego hoteliku. W międzyczasie przeszliśmy się chwilkę po centrum miasta, nagrałem kilka krótkich filmików (Tak, zmontuje film z wyjazdu) i podziwiałem architekturę w centrum Budapesztu.

DCIM102GOPRO

Klimatyczny hotel

Na fly4free znalazłem promocję i za hotel zapłaciliśmy grosze. Rzadko jeżdżę po hotelach, stąd ciężko jest mi go porównać do jakiegokolwiek innego, ale mi się podoba. Jest w nim bardzo klimatycznie, jest mały, panuje w nim kameralna atmosfera i ciężko się do czegoś przyczepić. Mamy do dyspozycji nawet basen! Przyznam się, że przy bukowaniu hotelu, nawet tego nie zauważyłem. Odpoczywamy chwilę przy wspomnianym wcześniej basenie, pijemy piwko na spółę i „lecimy” w miasto, albo jak ktoś woli: „na miasto”.

W poszukiwaniu lokalnej kuchni

Wszystkie atrakcje mamy zaplanowane na drugi dzień, zatem nie forsujemy sił i bez celu szwendamy się po mieście. Szukamy fajnej knajpki z lokalną kuchnią, ale po odwiedzeniu 7 restauracji nigdzie nie serwują Węgierskich potraw. Jesteśmy mocno zdesperowani i zastanawiamy się nawet nad opcją lokalnego kebaba, ale zachowujemy silną wolę i szukamy dalej. Tutaj jak gwiazdka z nieba spada nam restauracja X przy moście Margit. Lokal nie jest zbyt wyrafinowany, właśnie takiego szukałem! Pytam kelnera o lokalne potrawy i dostaję pyszny gulasz, następnie mięso wołowe z kluseczkami i węgierskie piwo Dreher. Pycha! (obiad, nie piwo! chociaż piwo też) Marcelka bierze sznycla z frytami i po długich walkach ledwo wychodzimy z restauracji.

Zrzut ekranu 2016-07-09 o 19.57.34

Niezobowiązujący spacer

Następnie najedzeni jak smoki chillujemy na bulwarach Dunaju. Wtedy zawyżyłem jak dużo w Budapeszcie jest rowerzystów! Wszędzie są wyznaczone dla nich specjalnie trasy, mają nawet osobne światła sygnalizacyjne!  Po godzinie, zupełnie przez przypadek docieramy do Baszty (jedna atrakcja mniej na jutro). Komercha jakich wiele. Za wejście na murek trzeba płacić, a obok jest równie piękny widok rozpościerający się na całe miasto.

Padnięci wracamy do Hotelu i od razu idziemy spać. Szykuje się aktywny dzień!

Zrzut ekranu 2016-07-09 o 20.00.49

Dzień II

Najlepszy sposób na szybkie poznanie miasta?

O godzinie 8:00 rano budzi mnie znany z roku akademickiego dźwięk budzika… Czy musi mnie prześladować nawet w wakacje?! O 10:30 w centrum miasta zaczynamy wycieczkę z Free walking tours. Od pewnego czasu bardzo polubiłem ten sposób poznawania miasta. W kilka godzin wraz z wykwalifikowanym przewodnikiem można dowiedzieć się naprawdę bardzo dużo o danym miejscu! Wycieczka trwa lekko ponad 3 godziny, a Lewi opowiada nam o historii Węgrów, Budapesztu, kulturze, obyczajach, oprowadza nas po znanych i mniej znanych miejscach. Pod koniec wycieczki daje nam pro porady na temat zwiedzania miasta (na co uważać, gdzie dobrze zjeść, jak jeździć komunikacją itp).

Zrzut ekranu 2016-07-09 o 19.59.43

Na własną rękę

Jednak to nie koniec naszej wycieczki tego dnia. Mamy do zobaczenia jeszcze Halę Targową, muzeum, w którym podczas wojny mieścił się wojenny szpital, wspinaczkę na Górę Gellerta i … długo wyczekiwane łaźnie!

Hala Targowa wygląda bardzo podobnie do Hali Mirowskiej. Można tam kupić owoce, warzywa, przyprawy, mięsa i inne artykuły spożywcze. Nie robi jednak na nas dużego wrażenia. Kupujemy po paszteciku i kierujemy się w stronę muzeum. Na wspinaczkę nie mamy już siły.

Zrzut ekranu 2016-07-09 o 20.01.21

Podziemny szpital

Muzeum, jak na muzeum jest nawet ciekawe. Pełno w nim figur woskowych, starych, prawdziwych maszyn i narzędzi chirurgicznych! W środku chodzimy wąskimi, niskimi korytarzykami i oglądamy sale. Przed nami idzie przewodnik, który w języku angielskiem opowiada historię szpitala. 6/10.

Łaźnie Kirally

Łaźnie Kirally to najbardziej oczekiwany punkt wieczoru. Specjalnie przed wyjazdem z tej okazji kupiłem nawet kąpielówki, ale oczywiście zapomniałem ich z hotelu… <typowy ja>.

Łaźnie w Budapeszcie to pozostałość po Tureckim panowaniu, w mieście jest ich aż 6. My wybieramy te najmniej popularne, gorzej zadbane i powiewające komunistycznym klimatem, jednak są bardzo klimatyczne.

Na miejscu faktycznie nie spotykamy żadnego turysty, jest za to kilku „lokalesów”. Razem z Marcelką jesteśmy bardzo podekscytowani, ponieważ nigdy wcześniej nie widzieliśmy takiego miejsca. (I nie mówię tu o łaźniach!) Zapraszam do artykułu poniżej.

Dokładny opis Łaźni Kirally znajdziesz TUTAJ

Zrzut ekranu 2016-06-30 o 18.24.01

Klimatyczna restauracyjka

Wracając do hotelu zboczyliśmy w jakąś małą uliczkę i znaleźliśmy małą restauracyjkę. Postanowiliśmy zjeść obiado-kolacje. W środku były 4 stoliki, z czego 2 zajęte. Przy pierwszym siedziały dwie młode, elegancko ubrane Panie, piły wino i co chwilę zamawiały co raz to apetyczniej wyglądające desery. Drugi stolik zasiadało dwóch starszych mężczyzn. Pili piwo i grali w szachy. Przy trzecim usiedliśmy my.

Młoda kelnerka bardzo słabo mówiła w języku angielskim, ale udało się i zamówiliśmy węgierskie piwo oraz ja polecone danie, a Marcelka tradycyjnie, swoją ulubioną potrawę. Po kilkunastu minutach pojawiły się pyszne i za razem świetnie wyglądające posiłki. Ja dostałem pikantnego kotleta w sosie paprykowym (W Budapeszcie do wszystkiego dodają paprykę!) z podpiekanymi kartofelkami, a Marcelka sznycla z frytkami.

13589154_1286472734711348_1783813026_o

Budapeszt nocą

Po kolacji wybraliśmy się na spacer wzdłuż Bulwarów, zrobiliśmy kilka zdjęć i po zmierzchu wróciliśmy do hotelu. Zmęczeni padliśmy na łóżka i poszliśmy spać.

Zrzut ekranu 2016-07-09 o 19.55.09

Dzień III

Rano szybko się spakowaliśmy, uregulowaliśmy rachunek w hotelu i pojechaliśmy na lotnisko. Komunikacja w Budapeszcie jest bardzo dobrze opisana. Bez żadnych problemów dotarliśmy na miejsce i polecieliśmy do Warszawy.

Refleksja

Od zawsze powtarzam, że nie jestem wielkim pasjonatem zwiedzania miast i zdecydowanie bardziej wolę zdobywać szczyty górskie i chodzić po lodowcu. Widziałem już kilka miast w swoim życiu i śmiało mogę powiedzieć, że Budapeszt to jedno z moich ulubionych miejsc. Z jednej strony widzimy w nim ogromny wpływ kultury śródziemnomorskiej, jednak znaczący wpływ ma też kultura zachodu i słowiańska. Miasto ma pewien klimat, którego nie spotkałem jeszcze wcześniej i nie potrafię w żaden znany mi sposób wyjaśnić wam dlaczego tak bardzo mi się spodobało.

Węgry są bardzo przystępne nawet jak na kieszeń Polaka, wszystkim bardzo polecam zobaczenie tego cudownego miasta.

Uwaga, uwaga ! 🙂 Nie tylko ja pisałem o Budapeszcie. Zobaczcie stronkę Road Trip Bus, w bardzo ciekawy sposób opisują nie tylko atrakcje, ale również komunikację po mieście, sposób dojazdu do stolicy Węgier oraz polecają restauracje warte odwiedzenia. Polecam 🙂

Przeczytałeś całe? Jestem pod wrażeniem, tekst wyszedł całkiem długi, dlatego gratulacje.

Zapraszam na facebooka! 🙂

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *