Moje najciekawsze przygody autostopowe i NIE TYLKO moje

Często mówię, że autostop to wspaniała przygoda. Powtarzam, że nie jest to tylko i wyłącznie darmowy transport, ale poznanie drugiego człowieka, otwarcie się na inną kulturę i przy tym niesamowite przeżycia. W tym artykule przedstawiam Ci 10 najciekawszych historii, które mnie spotkały. I nie tylko mnie…

Moje przygody autostopowe – top 10

1. Dzisiaj kawa, a za tydzień nocowanie – Norwegia I

Podczas pierwszej podróży w Norwegii planujemy przejechać autostopem ponad 500 km jednego dnia. Pierwszy kierowca zaprasza nas na kawę. Długo zastanawiamy się, czy zaakceptować zaproszenie, ponieważ przed nami jeszcze długa droga. Mimo napiętego grafiku przyjmujemy zaproszenie i odwiedzamy kierowcę. Podczas tych 30-stu minut tak się polubiliśmy, że wymieniamy się numerami telefonu i Miran odwozi nas na wylotówkę.

Tydzień później wracamy tą samą trasą. Nie mamy zaplanowanego noclegu, prawdopodobnie spędzimy tę noc na stacji, albo w krzakach. Wtedy jednak z pomocą przychodzi tydzień wcześniej poznany kierowca. Podjeżdża po nas kilkanaście kilometrów, zaprasza nas do siebie, robi kolacje i częstuje alkoholem. Tego wieczoru uświadamiam sobie magie autostopu. Śmieje się sam do siebie dziękując Bogu za te wszystkie przygody.

2015-06-03 12.24.19

 

2. „Ty byś chciał u mnie przenocować? Supra będzie, no wiesz…” – Gruzja

Jadę w Gruzji polną drogą. Na początku dużo rozmawiamy, jednak po pewnym czasie zapada cisza… Nagle kierowca się mnie pyta: „Petro, a może Ty byś chciał u mnie przenocować?” Puka ręką w szyję, uśmiecha się i mówi: „Supra będzie, no wiesz…”

Ten wieczór spędziłem we wsi gruzińskiej, gdzie brałem udział w mojej pierwszej Suprze w życiu. Po kilku godzinach biesiadowania objechaliśmy wszystkich znajomych Zagro. Poznałem całą wieś, wypiłem dużo wina i wróciłem do domu o 3 nad ranem. Tam czekało już na mnie czyściutko zasłane łóżeczko. Ależ to była przygoda!

2015-09-15 07.29.35

 

3. Karetka na stopa? Nie podnoś nawet kciuka – Wilno

Kierowca wysadza nas na przystanku autobusowym. Jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze ustawić, a w oddali widzę jadącą karetkę pogotowia. Nawet nie chce mi się podnosić kciuka, ale co mi szkodzi? Wyciągam rękę i … zatrzymują się. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, jak to się stało. Całą drogę cykaliśmy sobie zdjęcia i śmialiśmy się z naszej sytuacji.

2015-05-24 16.56.54

 

4. Taksówka na stopa? Dlaczego nie – Norwegia II

Czekając na przystanku nieopodal lotniska wyciągam kciuka i czekam, aż ktoś się zatrzyma. Widzę 3 jadące pod rząd samochody, a za nimi czwarty, taksówkę. Mija nas pierwszy, drugi i trzeci, ale nikt się nie zatrzymał. Od razu opuszczam rękę, mimo to kierowca zatrzymuję się. Przepraszam go i uświadamiam, że jesteśmy autostopowiczami. Ten jednak z uśmiechem na twarzy zaprasza nas do środka i podwozi do miasta za darmo.

tanie podroze

 

5. Ty skręcasz jointa? – Norwegia II

Widzę, że kierowca znacznie zwolnił samochód, ale wciąż jedzie. Wyciąga bletki, tytoń i… trawkę. Od samego początku te jego papierosy dziwnie mi pachniały. Skręca jointa, po czym zapala go, uśmiecha się i jedzie dalej.

tanie podroze

 

6. Cichy kierowca – Wilno

Mirosław podczas całej trasy mało się do nas odzywa. Sam nie zadaje pytań, a na nasze odpowiada jednym zdaniem. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie żałuje, że nas zabrał. Atmosfera jest trochę spięta, ale nic poważnego się nie dzieje. Większość czasu spędzamy w ciszy.

Będąc nieopodal miasta widzę drogowskaz na Wilno, jednak kierowca skręca w drugą stronę. Bardzo się zaniepokoiłem, postanawiam wyjaśnić sytuację. Pytam Mirosława, gdzie jedziemy. Ten odpowiada mi, że chce nam pokazać słynny zamek w Trokach, o którym wspominaliśmy mu wcześniej. Następnie zaprasza nas na obiad i odwozi na wskazany adres.

IMG_6760

 

7. Ja wam złapię stopa – Norwegia I

Robi się już późno, a przed nami jeszcze długa droga. Mark pyta się, czy na pewno chcemy kontynuować drogę i zaprasza nas do siebie. Zależy nam jednak na osiągnięciu celu tego dnia i z żalem odmawiamy. Kierowca zatrzymuje się na zajeździe samochodowym i wypytuje wszystkich, czy nas zabiorą. Po niepowodzeniach nie poddaje się i wchodzi do knajpy kontynuując łapanie nam stopa. Na początku nie wiemy co się dzieje. Później jednak, gdy zorientowaliśmy się co robi Mark nie mogliśmy w to uwierzyć.

2015-06-05 11.18.34

 

8. Kwiaty, kawa i namiot – Gruzja

Od głównej drogi do miasta mam niecałe 3 km. Nawet nie łapię stopa, tylko idę pieszo. Po cichu liczę, że ktoś się zatrzyma, ale sam w to chyba nie wierzę. Wtedy jednak przede mną zatrzymuje się czarny mercedes. Z auta wychodzi rosły mężczyzna i pyta się mnie, czy chcę jechać. Bez zastanowienia wsiadam. Petro po drodze pokazuje mi spokojne miejsce na rozbicie namiotu i zaprasza na kawę.

Podczas rozmowy okazuje się, że jest taksówkarzem, ale pracuje tylko 2 dni w tygodniu. Tyle starcza mu na przeżycie. Resztę czasu podlewa kwiaty i pije kawę. Ten to ma spokojne życie, co?!

20150921_152608

 

9. To Arek? Nie wierze! – Wilno

Jesteśmy już jakieś 150 km od Warszawy. Łapiemy stopa na przystanku i nagle zatrzymuje się samochód. Twarz kierowcy jakaś taka znajoma… Okazuje się, że to Arek, znajomy z Duszpasterstwa u Dominikanów.

IMG_6943

 

10. Jedziemy do Europarlamentu – Bruksela

Bilet autobusowy z lotniska do Brukseli kosztuje 20 euro. Postanawiamy więc jechać stopem (pierwszy raz w życiu), a zaoszczędzone pieniądze wydać na belgijskie piwo. Wtedy z pomocą przychodzi Margaret, która jak się okazuje od wielu lat pracuje w Europarlamencie. Zaprasza nas na zwiedzanie, a już 2 dni później pojawiamy się przed największymi budynkami w Brukseli. Przechodzimy kontrolę, dostajemy przepustki i zwiedzamy sale konferencyjne, sale tłumaczeń, kawiarnie, w której przebywają najważniejsi politycy EU.

2015-02-18 11.49.35

 

Przygody autostopowe innych blogerów

Deszcz, strach, piwo i serbski film bez napisów – Magda ze Stopem po przygodę

Jedno z moich najbardziej abstrakcyjnych doświadczeń autostopowych miało miejsce podczas pierwszej zagranicznej podróży. Wracając z koleżanką z Holandii utknęłyśmy na stacji benzynowej. Robiło się ciemno, wiało niemiłosiernie i już powoli traciłyśmy nadzieję, że uda nam się dotrzeć tego dnia do Niemiec.

W pewnym momencie na stację zajechał tir na dziwnych numerach – młody kierowca poszedł do sklepu, a wracając chyba zrobiło mu się nas szkoda – dwóch biednych i przemarzniętych dziewczyn. Zagadał, zaprosił do kabiny, jechał do Niemiec.

Pierwszy raz miałam okazję wsiąść do ciężarówki, więc byłam maksymalnie podekscytowana… do momentu, kiedy nasz macedoński, jak się okazało, kierowca zatrzymał się na poboczu autostrady, kazał nam poczekać i wysiadł. Po chwili Martin wrócił i oznajmił, że niestety w związku ze świętem (to było bodajże Boże Ciało) ruch samochodów ciężarowych jest tego dnia ograniczony i musimy poczekać z nim w tirze na tym nieszczęsnym poboczu do godziny 22, aż będziemy mogli ruszyć. A żeby nam się nie nudziło, za chwilę wpadnie tu jego kolega Rosjanin. Mentalnie przygotowałyśmy się już na utratę nerek i smutny koniec w pobliskim rowie; uciec nie było gdzie – w promieniu kilkudziesięciu kilometrów w obie strony rozciągała się autostrada. Postanowiłyśmy zachować tymczasowy spokój – jak się później okazało, całkiem słusznie. Kolega Martina, Sasza, okazał się równie sympatyczny jak nasz kierowca. Spędziliśmy czas na rozmowach w czterech językach na raz i szukaniu różnic między polskim, rosyjskim a macedońskim. Gdy przyszła godzina 22 okazało się, że i tak nie możemy już dalej jechać tego wieczoru ze względu na przekroczony czas na tachografie.

Spędziliśmy więc wieczór pijąc niemieckie piwo i oglądając serbskie filmy bez napisów. Noc również przespałyśmy w tirze: koleżanka na fotelu pasażera, a ja zwinięta na ziemi gdzieś między skrzynią biegów a kierownicą. Rano dostałyśmy ohydną kawę i podwózkę do upragnionych Niemiec.

fs

 

Autostopem w piżamce – Ania z bloga Hitchhikers Handbook 

Pierwszego dnia naszego pobytu w Chinach planowaliśmy dojechać od granicy z Kazachstanem do Urumqi, stolicy prowincji Xinjiang, czyli jakieś 650 km. Robiło się już późno, więc nie łudziliśmy się, że dojedziemy tego samego dnia, ale o dziwo zatrzymał się kierowca, który oznajmił, że jedzie właśnie tam.

Trochę się zdziwiliśmy, ale jako że nie jesteśmy z tych, co odmawiają, szybko wskoczyliśmy do samochodu i po kilku minutach już mknęliśmy szosą 130 km/h. Po pewnym czasie samochód zatrzymał się w dziwnym miejscu: przed tunelem, na autostradzie zawieszonej nad przepaścią, gdzie stała grupka ok. 15-20 Chińczyków. Jako że nasz kierowca nie posługiwał się żadnym znanym nam językiem, nie potrafił wyjaśnić nam co się dzieje, ale uspokajającym gestem dał nam do zrozumienia, że mamy się nie martwić. Faktycznie, po jakichś 40 minutach pojawił się autobus sypialny, do którego radośnie weszła oczekująca grupka. Na nasze obawy o to, czy autobus zechce nas wziąć na stopa, kierowca tylko się uśmiechnął i machnął ręką, żebyśmy się pospieszyli i weszli do środka. I tym oto sposobem złapaliśmy pierwszy w życiu autobus sypialny na stopa.

autostop

 

Darmowy hotel i przygoda z motorówką – Kinga z Gadulca

Jedna z najciekawszych historii autostopowych, przytrafiła mi się w czasie podróży po Grecji. Dotarłyśmy wraz z koleżanką na piękną wyspę Thasos i nieco zamarznięte (był wieczór) wstąpiłyśmy do knajpki koło portu na herbatę. Stanowiłyśmy wielką atrakcję dla klientów i pracowników restauracji. W końcu był to dopiero początek maja. Od słowa do słowa okazało się, że kelner jest właścicielem całego resortu i ma tam wolny pokój (dopiero za parę tygodni przyjeżdżały dodatkowe pracownice). Nie dość, że przez kolejne dni miałyśmy darmowy nocleg i jedzenie, to w dodatku poznałyśmy bardzo fajnych ludzi i zwiedzałyśmy wyspę motorówką tego uprzejmego Greka! Ciężko było opuścić to wspaniałe miejsce…

12736754_10208915247708722_44704650_o

 

Zaproszenie do Beduinów – Kacper przez świat

Cała akcja dzieje się w Izraelu. Podjeżdża ziomek Mercedesem, całkiem dobrym. Wsiadamy i jedziemy do niego. Wjeżdżamy chyba w najdalsze miejsce od centrum jakie się da. Wbijamy, a tam ognisko na środku podwórka.

Trochę o ziomeczku. Jest on emerytowanym przywódcą beduinów. Beduinów, czyli ludzi pustyni, którzy żyją na niej w namiotach, nie używają elektroniki nic. Totalny wild. Żyją tylko z uprawy owiec i się nimi żywią. Mega ciekawe!

Ziomek ma 67 lat, ma 10 dzieci a każde z nich około 7 swoich. Jego rodzina liczy 68 osób. Ile drużyn piłkarskich by z tego zrobili! Rodzina ciągnie trochę elektryczności od sąsiadów, ale w sumie nie powinien, bo to niezgodne z filozofia beduinów. Zostajemy uraczeni beduińska kolacja.

Teraz dopiero wchodzi najlepsza akcja! Za moment małe wnuki ziomka wprowadzają na podwórko kozę. Trafia do stodoły. Typek oznajmia nam, iż jutro będzie dla nas, jako jego gości wyprawiana impreza, na której będzie rytualne zabicie tej kozy, a później jej zjedzenie. Nie chce wiedzieć jak wyglądały nasze miny na to info! Wciąż sobie próbuje to uzmysłowić jak to będzie wyglądać!

 

aa

 

Podsumowanie

Właśnie takie przygody autostopowe napędzają mnie do podróżowania w ten sposób. Życie jeszcze nie raz Cię zaskoczy, musisz je tylko troszeczkę sprowokować.

Nie bój się stopowania. Pakuj plecak, bierz karton z markerem i idź na wylotówkę po przygodę!

 

Jakie są Twoje najciekawsze przygody autostopowe? A może, któraś Ci się wyjątkowo spodobała? Napisz w komentarzu 🙂

Zainteresował Cię ten artykuł? Zapisz się na newsletter. 😉

You May Also Like

9 thoughts on “Moje najciekawsze przygody autostopowe i NIE TYLKO moje

  1. Magia jeżdżenia stopem <3
    My z koleżanką, wracając z Włoch na stopa, utknęłyśmy na wieczór na totalnym zadupiu, gdzie nie było nic, oprócz eleganckiego hotelu, w końcu jak zaczęło się robić ciemno, stwierdziłam, że pójdziemy tam zapytać, czy mogłybyśmy przekimać gdzieś w holu… Jednak dostałyśmy za darmo na noc pokój, za który normalnie musiałybyśmy zapłacić kilka stów, chyba nigdy w życiu nie byłam w większym szoku 😀

  2. Zabawne jak podróżowanie (szczególnie autostopem ) mogą być nieprzewidziane 🙂
    Fajny artykuł i współpraca 🙂

  3. Jedziemy z koleżanką z Rzeszowa do Kowna z tureckim kierowcą tira. Wszystko było by normalne, gdyby po drodze nie wyprzedzał na podwójnej ciągłej. Oczywiście nie obyło się bez interwencji policji. Rozmowa kierowca- policjant wyglądała tak:
    Mówi pan po polsku?
    Tak, tak pięć lat robota polska!
    To dokumenty poproszę
    Tak tak pięć lat robota polska!
    papiery, rozumiesz? papiren!!

    ale co to jest?daj mi prawo jazdy na ciężarówkę, a nie na traktor!
    W tym momencie w naszych głowach pojawiła się ta sama myśl… Jezu on nie ma prawka! Zamkną nas w więzieniu, albo dostaniemy mandat wyższy niż roczne socjalne na uniwerku… Ukryłam się na łóżku za kierowcą. Nagle…
    Kim jest pani koło pana, kierowco?
    Ona? to MOJA PANI.
    I tak Gosia została turecką żoną, a ja uchodźcą, ukrytym pod turecką kołdrą…
    https://dzikiegadystopem.wordpress.com/

  4. Oj, długo by gadać… No dobra, 1 przykład:

    Kiedyś złapałam stopa… na środku jeziora. Byłam 10 dni na Mazurach, z tego tylko 1 dnia była ładna pogoda. No więc w tym właśnie dniu postanowiłam nadrobić wszystkie zaległości i przepłynać kajakiem 3 (połączone) jeziora na raz. Sama. Dałam radę. Gorzej z powrotem… Na środku trzeciego jeziora tak już bolały mnie ręcę, że machnęłam ręka na przepływającą obok łódkę. Rzucili mi linę i tak poholowali mnie do mojej przystani 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *