Dlaczego wróciłem z Bośni i Hercegowiny?

Narodziny wyjazdu

Korzystając z okazji 11-stu dni wolnych między Islandią a Euroracem, postanowiłem pojechać samemu stopem na Bałkany. Byłem już kilka razy w Chorwacji, ale nigdy dalej. Od samego początku planowałem Albanię, jednak 11 dni to zdecydowanie za mało na stopowanie tak daleko, zwiedzenie chociaż części kraju i powrót do domu również stopem. Stąd padł pomysł na egzotyczną, niezbyt turystyczną Bośnię i Hercegowinę.

W zeszłym roku samotna podróż do Gruzji była rewelacyjna. Mimo, że uwielbiam podróżować z kimś, podróżowanie samemu ma wiele innych uroków. Postanowiłem jechać w pojedynkę.

 

Pierwszy, rewelacyjny dzień

Pierwszego dnia przejechałem prawie 700 km, dojechałem do Wiednia. Bajka, czego chcieć więcej. Jechałem nawet z prezesem ogromnej austriackiej spółki Audi A7, chyba pierwszy (a nie, drugi) raz w życiu jechałem stopem tak fajnym, eleganckim i jednocześnie sportowym autem.

Plan na następny dzień był prosty. Wstaję rano (5-6.00) i cisnę do Chorwacji, a przy odrobinie szczęście już do Bośni.

 

Dzień 2, katastrofa

Wstaję rano o 5:30, już 20 min. później zaczynam pytać wyjeżdżających tirowców. Z początku wszyscy mi odmawiają, ale jestem dobrej nadziei. Niestety czas mija, a ja wciąż nic nie znajduję. Co chwilę zerkam na zegarek i tak mija 7,8,9, dochodzi 10… Prawie wszystkie tiry pojechały, zaczynam pytać osobówki. Mija godzina, dwie, trzy. Nadal nic. Nie wiem co się dzieje. Czy przez ostatnią sytuację polityczną boją się mojej brody? Śmierdzę? Raczej nie, dopiero pierwsza noc 😀 i do tego przepłukałem się w zlewie na stacji.

Chwile zwątpienia

Czekam już 7 godzin i nic nie złapałem. Wcale nie zanosi się, aby sytuacja uległa zmianie. Co chwilę biegam między parkingiem dla osobówek, a tym dla tirów. W końcu widzę tir z polskim blachami. Myślę sobie: pewnie wraca do domu. Jadę z nim! Wyciągam z kieszeni flagę Polski i macham. Zatrzymał się! Ale ani nie jedzie do Polski, ani do Chorwacji. Może mnie podrzucić 5 km, na południe. Hm… przynajmniej zmienię tą tragiczną stację. Jadę.

Znowu wstąpiły we mnie siły i pozytywna energia. Ustawiam się przy wyjeździe i łapię stopa na Chorwację. Czekam, czekam, czekam. Po godzinie, może 1,5 łapię polskiego tira i jadę 200 km! Teraz już nic nie może mnie zatrzymać, będzie tylko lepiej. Nic bardziej mylnego…

Znowu czekam

Kierowca wysadza mnie na Aswinagu (taki austriacki mop). Znowu czekam jakoś masakrycznie długo. Ze 2 godziny i nic. W końcu spotykam Litwinów, którzy jadą do Chorwacji. Z początku nie chcą się zgodzić, ale zaczynam im mówić, że jestem studentem i jadę do Chorwacji na wakacje, jesteśmy bratnimi narodami, powinniśmy sobie pomagać. Podziałało, jadę do Chorwacji! Jestem przekonany, że po tak ciężkim dniu wreszcie dojadę do Chorwacji. Jednak znowu pomyłka… 

Padnięty po kilku godzinach czekania na słońcu zasypiam na 15-25 min. Jestem spokojny, ponieważ wszyscy, ale dosłownie wszyscy, którzy jadą do Chorwacji kierują się z Austrii na Maribor, później na Zagrzeb i dalej na południe (Split, Rijeka, Zadar, Dubrovnik, etc.) Ja chcę dojechać do Zagrzebia i odbijam na Bośnię. Jakieś 2 godziny drogi. Budzę się po chwili, sprawdzam GPS i okazuje się, że Litwini jadą na Ljubliane, ponieważ odwiedzają najbardziej północną część Chorwacji , która jest mi ZUPEŁNIE nie po drodze. (już lepiej byłoby zostać na tamtym mopie). No nic, trochę moja wina, ponieważ nie dogadałem. Z automatu stwierdziłem, że jadą na Zagrzeb. Jak można być tak nierozsądnym!

Śpimy

Zatrzymujemy się na stacji. W miarę szybko, bo w 20 min. udaje mi się złapać tira z Bośni, niestety nie jedzie, aż do Bośni, ponieważ ma rozładunek. Jednak po drodze kierowca wysadza mnie 10 km przed granicą Słoweńsko – Chorwacką i każe czekać 15 min. na kolegę, który jedzie bezpośrednio bo Bośni i on mnie podwiezie. Nic podejrzanego, wysiadam i czekam. Mija 10,15,20,25 min. Czekam 40 min. ale nikt nie przyjeżdża… Pewnie bał się mnie przewieść przez granicę. Czy ja wyglądam jak jakiś arab, czy co?! Kolejny negatywne emocje. Rozkładam namiot i idę spać.

Bośnia i Hercegowina, nareszcie!

Rano już jest tylko lepiej. Na 3 stopy dojeżdżam do Bośni. Po drodze poznaję Piotra z niemiec, który jest Hippisem, ma 60 lat, jeździ hipsterskim ogórkiem, pali jointy, pije piwo i zwiedza świat. Jest on pierwszą osobą, z którą rozmawiam całą drogę. Od razu widzę, że nadajemy na tych samych falach. Po dwóch godzinach żegnamy się i jeszcze jednym stopem dojeżdżam do Banja Luka,gdzie czeka, a w zasadzie miał czekać na mnie host z couchsurfingu. Dojeżdżam do umówionego miasta, łapię Wifi i dostaję wiadomość od hosta: „I am sorry Peter, but I have to leave town now. I can’t host you.” No kurczę mać. Tego już za wiele. Piję piwo na stacji i postanawiam wracać do domu.

14646743_1478857125467183_1082402731_o

Powrót do domu

Podjeżdżam z powrotem do Chorwacji, koleś nadkłada z 30 km, żeby wysadzić mnie na dobrej stacji. I tam podchodzę do pierwszego samochodu z polskimi tablicami. Pytam niepewnie: czy jadą Państwo może do Polski? No tak, jedziemy. Wiecie Państwo, ja tutaj autostopem podróżuję po Chorwacji, jestem studentem i już wracam do domu, do rodziny. Można się zabrać? Chwila konsternacji, zastanowienia, o co wgl. mi chodzi? Dla mnie ta chwila trwa wieczność, czekam, czekam, czekam i słyszę: No pewnie, wskakuj. Jest, jest, jest! Ale się wtedy ucieszyłem!

Dlaczego wróciłem?

Cały wyjazd towarzyszyły mi negatywne emocje. Z jednej strony troszkę się spieszyłem, czego nigdy nie robię. Zawsze daję sobie więcej czasu, właśnie po to, żeby się nie spieszyć. Mój błąd. Po drugie nigdy wcześniej nie czekałem 7 godzin na stopa. Kolejne łapanie wcale nie było dużo łatwiejsze. Dalej zaspałem w samochodzie i przejechałem mój zjazd. Kierowca tira mnie wystawił, nie poznałem nikogo (oprócz Hippisa), z kim bym naprawdę mile i przyjemnie porozmawiał. Host z cs’a był wisienką na torcie.

Czy żałuję?

Postanowiłem wrócić do domu i nie żałuję tej decyzji. Oczywiście, czuję pewien nie dosyt, nie ulega to żadnym wątpliwościom. Miałem w planach wiele pięknych i ciekawych miejsc do zobaczenia, chciałem poznać tą dziką i wciąż mało odkrytą Bośnię, jeździć po wsiach i poznawać lokalsów, ale życie jest długie, a ja jestem młody i na pewno to zrobię. Za pewne to jeszcze nie był ten moment.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie czuli, że podróż nie sprawia wam frajdy, myślicie o domu, tęsknicie za rodziną i przyjaciółmi nie wahajcie się i wracajcie.

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *