Relacja z wyprawy na lodowiec

Docieramy na miejsce, ale nikogo jeszcze nie ma. Pytam brata:

-a może pomyliliśmy miejsce spotkania?
Michał stuka do drzwi, ale cisza. Dzwonię do organizatorów wyprawy, ale telefonu też nikt nie odbiera…

Zaczynam się troszkę denerwować, postanawiam znaleźć ulotkę wyprawy. Oczywiście musiałem ją schować na dnie plecaka.  Przepakowałem wszystkie rzeczy i znalazłem!

Przyszliśmy za wcześnie… Brawo dla nas.

Relacja z wyprawy na lodowiec

Dojazd na lodowiec

Po godzinie ładujemy się do czarnego Volkswagena Transportera i ruszamy. Na dole panuje piękna pogoda. Chodzimy w krótkim rękawku, świeci słońce i jest bardzo przyjemnie.

Podjeżdżamy około 1300 metrów do góry, w tym czasie temperatura odczuwalna spada o jakieś 10-12 °C. Brr…

wyprawa na lodowiec

Na górze nie jest już tak słodko i przyjemnie. Wieje silny wiatr, jest zimno i pada śnieg. Widzę małą drewnianą chatkę, szybko do niej wbiegamy.

Przygotowania do wyprawy

Przewodnicy przeprowadzają nam krótkie szkolenie, po czym dobieramy sprzęt i za chwilę wyruszamy. Jestem niesamowicie podekscytowany! Już nie mogę się doczekać kiedy wyjdę i zobaczę ten cud natury.

Moje buty wyglądają jakbym leciał na Marsa, co więcej, mam na sobie jakieś dziwne szelki, kask i wiele innych gadżetów. W plecaku mam raki , które służą one do stabilizacji butów w śniegu i czekan, który wbija się w lód, aby się podciągnąć. Jaram się, na samą myśl co za chwilę się wydarzy.

lodowiec

Dzielimy się na dwie grupy i…

Wyruszamy!

Pierwszy etap to sprawdzian kondycyjny. Dla Michała małe piwo, ja też sobie jakoś radzę. Niestety nie wszyscy docierają do końca i muszą zrezygnować.

Po 45-ciu min. docieramy do pierwszego checkpointu. Zakładamy raki, wyjmujemy czekany i robię sobie selfie. W końcu pamiątka musi być. Dawno nie miałem takiego banana na twarzy. Jest zimno, ale te niesamowite widoki i świadomość chodzenia po lodowcu rekompensują mi ten problem.

11903736_950619121665555_999426523228266877_n

Zabawa się dopiero zaczyna

Teraz dopiero zacznie się zabawa. Związujemy się wszyscy liną i ruszamy dalej. Robimy to, na wypadek, gdyby ktoś chciał wrócić do domu. Tak naprawdę jakby wpadł do szczeliny. Brzmi nieźle…

Idąc, zadaje sobie pytanie:
czy ja jestem w niebie?

2015-08-18 16.09.12

Pierwsza szczelina!

Widzę ogromny jęzor lodowcowy, ciągnący się, aż do jeziora na samym dnie doliny. Tyle uczyłem się o tym na geografii, a teraz mam okazje go zobaczyć. Bezcenne.

Moje dumanie przerywa zatrzymanie się grupy. Wychylam się i patrzę. Doszliśmy do szczeliny! Teraz zaczynam doceniać linę, która od godziny merda mi się przed nogami.

Powoli przechodzę, robię duży krok. Patrzę w dół, tak na oko 20 m. No nieźle, gdyby tylko mama wiedziała…

Wszystko nagrywam, szkoda tylko, że nie wziąłem odpowiednich części i muszę trzymać kamerę w ręce. No nic, człowiek uczy się na błędach.

wyprawa lodowiec

Strome podejście

Widzę strome podejście. Chowam gopro, stawiam mocny, pewny krok. Kolce stabilnie mnie trzymają. Nie powinienem mieć problemów. Lewą ręką wbijam czekan,  a prawą łapię się liny. Myślę sobie:
-żeby tylko Michał jej nie puścił.
Nieźle bym wtedy poleciał. Nic takiego się jednak nie dzieje, a mi udaje się wygramolić na górę.

Schodząc do jeziora mijamy jeszcze kilka szczelin. Za każdym razem sprawdzam ich głębokość i szerokość. Jedną omijamy dużym łukiem, wszyscy byśmy się tam zmieścili.

Docieramy wreszcie do jeziora. Zastanawiam się jaką ma temperaturę. Nie wygląda zachęcająco, żeby popływać.

Nie mam siły

Niestety nie ma gdzie się zatrzymać, idziemy dalej. Czuje zmęczenie i robi mi się co raz cieplej. Za chwilę powinniśmy zrobić przerwę. Jeszcze tylko jedno strome podejście. Wyjmuje spowrotem kamerę. Wbijam głęboko nogę, a czekanem próbuje się podciągnąć. Nagle czuje jak obsuwa się pode mną grunt. Śnieg spod mojej nogi powoli opada. Nie wiem co zrobić, sekundy mijają jak minuty. W pośpiechu łapie się liny i asekuracyjnie udaje mi się wyjść. Niewiele brakowało.

2015-08-18 15.47.50

Ostatnia prosta

Po krótkiej przerwie na ciastko i herbatę ruszamy do bazy. Następna godzina to już przyjemny, lekki spacerek. Bez większych przeszkód, powoli idziemy delektując się widokami. Jest pięknie, nadal nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jestem. Przyroda, która mnie otacza jest naprawdę cudowna.

Najpiękniejsze miejsce w Norwegii

Nie potrafiłbym wybrać jednego, najpiękniejszego miejsca w Norwegii. Ciężko byłoby podjąć tak trudną decyzję. Wiem jednak, że lodowiec Folgefonna dostałby się do finału.

Uważam, że wycieczka jest warta swojej ceny. Z perspektywy czasu zapłaciłbym za nią nawet i drugie tyle (jakbym miał hehe). Obraz lodowca będzie mi towarzyszył do końca życia.

 

2015-08-18-15-31-581-1024x569

You May Also Like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *