Zaskakująca podróż autostopem- czyli relacja z Wilna, cz.2

Dworzec jest ogromny, kształtem przypomina elipsę. Aby przejść z jednego końca na drugi potrzeba dobrych kilku minut. Całkowita cisza, spokój, nie widać żywej duszy. Zastanawia nas dlaczego nie ma żadnych pasażerów. Ustawiamy się przed głównym wejściem, czekamy.

Pierwszą część możesz przeczytać tutaj

Ze zniecierpliwieniem wypatrujemy dużego, czerwonego busa. Mija 10 minut, a jego wciąż nie ma. Zaczynamy się niecierpliwić. Tłumaczymy sobie, że na pewno się spóźni. No przecież musi się spóźnić, dlaczego miałoby go nie być?

W pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać, czy stoimy w odpowiednim miejscu… Podchodzimy do starszej pani, która wskazuje nam oddalone około 150m dwa zaparkowane autobusy. Zapewne tam jest nasz przystanek! Podbiegamy,  niestety Polskiego Busa nie ma…

Zaczyna się robić nerwowo, biegniemy z powrotem na główny plac dworca, pytamy taksówkarza. W końcu bywa tu codziennie, musi coś wiedzieć! Nie tym razem…

Olśnienie! Przecież mam telefon, niby jest trochę późno (polski czas: 23:56), ale brat zawsze pomoże. Michał dokładnie sprawdza gdzie jest przystanek. Podekscytowani docieramy na teoretyczne miejsce odjazdu, a tam cisza jak makiem zasiał.

Na Litwie przestawia się zegarki o godzinę do przodu, tłumaczymy sobie, że na pewno przyjedzie za godzinę. W końcu to niemożliwe, żebyśmy go nie zauważyli!

Czekamy, czekamy, i czekamy,

Nadal czekamy. Nic nie ma.

Godzimy się z myślą, że odjechał…
Nie będę ukrywał, że nie należeliśmy wtedy  do najszczęśliwszych osób na świecie. Trochę się śmiejemy. Stopowanie w poprzednią stronę tak nam się podobało, że żałowaliśmy, iż nie wracamy autostopem.

No i wykrakaliśmy.

Pojawia się nawet pomysł wracania nocą, po dłuższym zastanowieniu odrzucamy jednak tą opcję. Postanawiamy przespać się kilka godzin na dworcu i z samego rana ruszyć do Warszawy.

Mimo, że dworzec jest strzeżony, nie należy do najprzyjemniejszych miejsc świata. Kręcą się bezdomni, co chwila któryś podchodzi. Jednak w środku jest cieplej niż na zewnątrz, postanawiamy zostać. Pierwsza spać idzie Emilka. Ja w tym czasie planuję drogę powrotną. Zaczynam od szukania wylotówki w stronę Augustowa. Po godzinie zamiana ról. Ja idę spać, wartę  przejmuje Emilka.

2015-05-24 01.42.10

Na wylotówkę ostatecznie docieramy taksówką. Zmęczony, ale przepełniony nadzieją myślę: „Teraz już z górki, na pewno nas ktoś za chwilkę weźmie.”

Nic bardziej mylnego, samochody jeżdżą rzadko. Jest zimno, czekamy na przystanku autobusowym. Po 50 minutach zatrzymuje się samochód, z uśmiechem na twarzy podchodzimy. Niestety zatrzymał się tylko, żeby podrzucić znajomych na przystanek…

Czekamy kolejne 40 minut, nadal nic. W pewnym momencie podchodzi do nas starszy pan przekonując nas (po polsku!), że tutaj to nie złapiemy, a 2 kilometry dalej jest stacja benzynowa . Pojawia się nadzieja!

Teoretycznie ze stacji łapie się dużo prościej. Doświadczeni autostopowicze mówią, że po krótkiej rozmowie z kierowcą łatwiej zdobyć jego zaufanie.

Za jego radą, ruszamy pod górę. Po 30 minutowym spacerku docieramy do stacji, która świeci pustkami.

2015-05-24 06.43.07

Mija pół godziny i, w końcu, ktoś się zatrzymuj. Ekscytacja zamienia się w rozczarowanie, kierowca jedzie tylko 5 km. No nic, wsiadamy, zawsze coś Kierowca podrzuca nas pod ogromny market, za światłami i z zatoczką. Żyć, nie umierać, podręcznikowe miejsce do łapania stopa. Dodatkowo optymizmem napawa nas fakt, że na stronie dla autostopowiczów hitchwiki.org ktoś wspominał o  tym miejscu.

Jest niesamowicie zimno, po spacerze na stację buty mamy całkowicie przemoknięte, temperatura powietrza nie przekracza 8° C. Mimo tych przeciwności naprawdę cieszymy się z naszej nowej miejscówki.

Z upływem każdej minuty robi się coraz mniej przyjemnie. Chłód bardziej doskwiera, dwukrotnie chodzimy do marketu ogrzać się chociaż na chwilkę. W głowie pojawia mi się nawet pomysł kupienia suchych skarpet i trampek. Nie mają numeru 47, co za dyskryminacja wielkich stóp.

W ten oto cudowny sposób mijają nam 3 godziny.

2015-05-24 11.51.59

Zatrzymuje się młody chłopak, niestety nie jedzie w stronę Augustowa, tylko pod granicę z Białorusią. Po tak długim czasie marznięcia jest nam wszystko jedno, wsiadamy.

Klaidas zabrał nas, ponieważ dzień wcześniej mało spał i potrzebował kogoś do pogadania. Podróż mija całkiem przyjemnie, dowiadujemy się, że nasz kierowca był w Kenii. Pokazuje nam zdjęcia.  Co ciekawe, Klaidas jest pierwszym kierowcą, z którym rozmawiamy w języku angielskim. Emilia podtrzymuje rozmowę, ja nie daję rady i zasypiam. Podjeżdżamy prawie 150km do miejscowości Druskienniki.

Motto naszego wyjazdu brzmi: przecież nie będę teraz płakał. Mimo beznadziejnej sytuacji poczucie humoru nas nie opuszcza. Doceniamy fakt, że wyszło słonko i robi się cieplej.

Już po kilkunastu minutach zatrzymuje się kierowca. Fakt faktem, że jedzie tylko 10km, ale zawsze coś.

Zostajemy wysadzeni za małą wsią, nie ma zatoczki ani pobocza, gdzie mógłby się zatrzymać samochód. Postanawiamy podejść kawałek, gdy nagle, z piskiem opon, zatrzymuje się starsza pani, na oko sześćdziesiątka. Na kartce mamy zapisane miejscowości, przez które powinniśmy się kierować do granicy. Tym razem Emilka zasypia, a ja rozmawiam, chociaż właściwie ciężko nazwać to rozmową. Liepa mówi w języku rosyjskim i litewskim, a ja w polskim i angielskim. Najpierw pani coś mówi, gestykuluje, ja kompletnie nie wiem o co jej chodzi. Liepa macha ręką, nieistotne. Chwila ciszy, teraz ja próbuje: powoli mówię jej o naszej wycieczce, teraz to ona robi dziwną minę, coś w stylu: koleś nie wiem o czym w ogóle do mnie mówisz. Machąm ręką, nieistotne. Sytuacja kilkakrotnie się powtarza.

Potem zaczynamy pokazywać sobie ciekawe obiekty za szybą, pomnik, domek, las, jezioro, po czym uśmiechamy się do siebie podnosząc kciuk do góry, że nam się podoba. Jedyne co udało mi się ustalić, to fakt, iż była nauczycielką rosyjskiego i często zabiera stopowiczów Liepa podwozi nas ok. 40-50km, z czego 20 nadrabia

Jest pięknie, a my marzymy, że za chwilę na pewno się zatrzyma samochód jadący do Warszawy, albo przynajmniej do Augustowa.

Nic takiego się nie dzieje. Owszem, zatrzymuje się kilka samochodów, jednak każdy z nich jedzie maksymalnie 10 km. Jemy obiadek w postaci kabanosów i czekolady, robimy sobie zdjęcia, próbuję grać na harmonijce.

2015-05-24 11.30.03

Po półtoragodzinnym czekaniu przestajemy wybrzydzać i wsiadamy do samochodu, który się zatrzymał. Oczywiście jedzie tylko 10km, ale może dalej będzie łatwiej.

Po raz pierwszy zabiera nas para, a nie pojedynczy kierowca. Małżeństwo koło 50-tki, w przeszłości też często jeździli autostopem.

Po 10 minutach czekania podjeżdża starszy Pan. Pytamy:

– Augustowa?

-Tak, tak, ja na Augustów.

Pan Władysław opowiada nam o historii kościoła w Wilnie, o swoich latach młodości. Jednak jedziemy za krótko, aby go bardziej poznać. Po 10km zatrzymuje się. Okazuje się, że nie jedzie do Augustowa, tylko w stronę Augustowa.

Podczas całej dotychczasowej drogi ani razu nie zatrzymał się samochód dostawczy. W oddali widzimy duży samochód. Emilka mówi:

– nawet nie podnoszę kciuka.

Postanawiam jednak dać nam szansę i wyciągam ręke.. Gdy samochód się zatrzymuje, sami jeszcze nie wierzymy. Jedziemy, aż pod Łomżę.

Podroż mija szybko, przynajmniej mnie. Zasnąłem. Budzę się, gdy dojeżdżamy na miejsce.

Czekamy na kolejnego kierowcę, to już będzie ósmy tego dnia! Nagle podjeżdża nieduży samochód, a w środku znajoma twarz..W samochodzie widzę dobrego kolegę. Wsiadamy, opowiadamy o naszej podróży, jednak Arek musi się zatrzymać na godzinę w Ostrołęce. Zmęczeni wyjątkowo wyczerpującą nocą i podróżą, postanawiamy łapać dalej. W razie co, za godzinę mamy pewną podwózkę.

Wysiadamy na przystanku autobusowym, nie zdążamy się jeszcze dobrze ustawić, gdy zauważamy karetkę pogotowia.

A co tam, podnosimy kciuka dla żartu… ambulans się zatrzymuje. Co jak co, ale tego się nie spodziewaliśmy!Wsiadamy do środka i cieszymy się jak małe dzieci. Przez całą drogę uśmiech nie schodzi nam z ust.

2015-05-24 16.57.01

Ostatnia prosta.

Zatrzymuje się trójka młodych ludzi. Jest to nasz ostatni stop, którym dojeżdżamy do Warszawy.

2015-05-24 21.03.41

Zaczęło się nieprzyjemnie, uciekł nam autobus, spędziliśmy noc na dworcu, łapaliśmy stopy co 10km, ale daliśmy radę. Razem z Emilką wspieraliśmy się w tych trudnych momentach i to zdecydowało o naszym sukcesie.

I serio, nawet przez chwilę nie żałowaliśmy, że powrotna podróż nie potoczyła się według pierwotnego planu.

Bo w życiu chyba chodzi o to, żeby mieć jakiś plan. A czasem bezczelnie dać się ponieść niezaplanowanemu.

Autor: Piotr Michalski
Korekta: Emilia Dołęga

You May Also Like

4 thoughts on “Zaskakująca podróż autostopem- czyli relacja z Wilna, cz.2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *